Kasyna internetowe – dobro czy zło?
No tak, stało się. Dała sprawę do sądu. Rozwód murowany. Oczywiśćie, gdy braliśmy ślub, byłem na tyle głupi, że podpisałem umowę przedmałżeńską, że wszystko, co moje, jest i jej, Jezu! Ale ja byłem głupi, w co ja wierzyłem? W miłość, do tej zołzy? Nigdy więcej! No, ale co było to było. Trzeba się wziąć w garść, trzeba pójść i przegrać te pieniądze najszybciej jak się da.
Tej samej nocy, wsiadłem do samolotu i ruszyłem ku przegranej. Kasyna Las Vegas czekały na mnie z otwartymi ramionami. Tam najłatwiej stracę pieniądze i dodatkowo zaszaleję, jak za dawnych, dobrych lat, kiedy to nie byłem taki głupi i naiwny. Wybrałem najdroższy apartament i ulokowałem się wygodnie w fotelu. Pomyślałem, raz kozie śmierć. Przesłałem cześć majątku na tajne konto w Szwajcarii. Robią tak przecież wszyscy bogaci i wszyscy przestępcy. Za resztę, do podziału z żoną postanowiłem się zabawić. Zjechałem windą na dół do kasyna.
I zaczęło się. Najpierw blackjack, i strata kilku tysięcy, potem poker i kolejne tysiące poszły do kieszeni kasyna. Pomyślałem, że miliony muszę utracić na szaleństwie nocy. Udałem się, i słusznie do stolika ruletki. Tam oszalałem ze szczęścia. Za każdym razem przegrywałem coraz więcej i więcej, mając w oczach minę byłej żony. Tak mnie ten widok cieszył, że nie potrafiłem przestać. Całą noc przegrywałem, piłem i bawiłem się na całego. Wszystko, po to, by do podziału majątku zostało jak najmniej. Chciałem wyzerować konto, niestety czasem mimo wielkich starań wygrywałem. I tak w kółko.
W końcu, jednak zmęczyłem się i uznałem, że pięć tysięcy do podziału wystarczy. Niech ma! Niech się cieszy! Ha ha!